|
A
oto mały przedsmak jednego z opowiadań - ze zbioru
O kobietach... Czeskie Opowieści
Petr
Šabach
Królestwo
za story
-
Potrzebna mi story! – biadoliła Wanda już od drzwi – królestwo
za story!
Pavla
patrzyła z lekko rozdziawionymi ustami. Milczała, bo też co miała
powiedzieć? Raczej nie zdarzało się, by Wanda wpadała do niej o
piątej nad ranem z prośbą o story.
-
Musisz mi pomóc…
-
Wejdźże wreszcie… – Pavla wciągnęła przyjaciółkę do
środka. – Rany boskie, co jest grane? Wyglądasz okropnie.
Gdy
przy jej pomocy Wanda dosłownie wtoczyła się do przedpokoju, Pavla
dopiero wtedy zorientowała się, że przyjaciółka jest trochę
wstawiona. Gdzie tam trochę, porządnie.
-
Cholera, co się stało? Chcesz kawy? A właściwie czemu ja pytam,
po prostu zrobię, a tymczasem ty jakoś się ogarnij.
Zapłakana
Wanda, smarkając głośno, skinęła głową.
-
Kawka? Czemu nie – wymamrotała, zdjąwszy na chwilę chusteczkę z
opuchniętego nosa. Po czym zatrąbiła hałaśliwie.
-
Tylko niech ci coś zostanie w tej głowie, żebyś mi mogła
wszystko opowiedzieć! – krzyknęła z kuchni Pavla.
Dowlókłszy
się do niej, znużona Wanda opadła na krzesło. Kaprawymi oczami
wodziła wokół, jakby sprawdzając, co się tu zmieniło od jej
ostatniej wizyty.
-
Ładne kwiatuszki… – pokazała na stojący przed nią wazon, ale
zaraz jęknęła: – Boże, jaka za mnie durna krowa!
Pavla
nalała kawę do dwóch wielgachnych kubków.
-
Okradli nas…
-
Co takiego? Znaczy się - mieszkanie? – przeraziła się
przyjaciółka Wandy. – A kiedy?
Wanda
tylko apatycznie pokiwała głową.
-
Czekaj no… – Pavla, przekonana, że w takich okolicznościach
powinna przejąć inicjatywę, wzięła ze stołu komórkę –
musimy zadzwonić na policję. Może znajdą jakieś ślady.
-
Nie, żadnej policji! – wrzasnęła Wanda, gapiąc się
nieprzytomnie w kuchenny kąt. Po czym znów zaczęła siąkać nos w
chusteczkę.
Zdezorientowana
Pavla przez parę sekund przyglądała się jej, potem czule
pogłaskała po włosach, a wreszcie spytała cicho:
-
Nie? A dlaczego? Przecież to chyba normalne, co?
-
Bo … bo krowa ze mnie – dobiegł spod chusteczki stłumiony głos.
I
co teraz? Pavla znów pogłaskała przyjaciółkę.
-
Będzie dobrze – powiedziała, czekając, aż Wanda choć trochę
się uspokoi. Zastanawiała się, co takiego złodzieje mogli wynieść
z mieszkania. Było w nim pełno drogocennych rzeczy. Obrazy (wśród
nich dość duży Zrzavy i Filla), meble secesyjne, porcelana…
Kosztowności też pewnie przepadły – mąż Wandy prowadził na
Starówce dwa prosperujące sklepy z antykami. Zdaje się, że i
sporą gotówkę trzymali w domu. I chociaż jej stosunek do
przedmiotów był raczej obojętny (chyba dlatego, że zawsze mogła
sobie kupić nowe), miała zrozumienie dla chlipania Wandy.
Kompletnie jednak nie pojmowała, czemu nie należy wzywać policji.
-
Słuchaj… a gdzie twój mąż?
-
W Mo-na-chium na jakichś tar-gach – czknęła Wanda.
-
Strzelisz jednego? – spytała Pavla, nie tyle z chęci picia o tak
wczesnej porze, ile z braku lepszych pomysłów. Zresztą szklaneczka
czegoś mocniejszego być może postawi Wandę na nogi.
Przyjaciółka
przytaknęła.
-
Serio, chcesz?
-
No pewnie – niespodzianie ożywiła się Wanda.
-
Becherówkę czy Jamesona?
-
Jamesona… Ty, mogę się trochę obmyć? Pewnie wyglądam
strasznie.
-
Czysty ręcznik wisi tuż przy drzwiach – rzekła Pavla, nalewając
dwie solidne porcje wyśmienitej irlandzkiej whisky. Postawiwszy
szklaneczki na stole, usiadła, po czym łyknęła bezmyślnie i
przymknęła oczy. Ziewnęła – nie zwykła wstawać tak wcześnie.
Z
łazienki dochodził tylko plusk wody. Przez długie minuty nie
działo się nic. Wreszcie stuknęły drzwi. Usiadłszy, Wanda
spuściła wzrok i ujęła szklaneczkę. Prezentowała się nieco
lepiej, ale jej zawsze tak zadbany, bezbłędny wygląd był za
górami, za lasami.
Przyjaciółki
stuknęły się, w milczeniu i raczej z nawyku. Odstawiwszy
szklaneczkę, Wanda śniętymi, zaczerwienionymi oczami spojrzała na
Pavlę, a po chwili powiedziała uroczyście:
-
Ale musisz obiecać, że wszystko, co ci zaraz powiem, zostanie
wyłącznie między nami. Język na kłódkę!
Pavla
przytaknęła.
-
Musisz powiedzieć: obiecuję!
-
Obiecuję.
-
A teraz: przysięgam!
-
Dobra, przysięgam – powiedziała Pavla, z trudem skrywając
ciekawość.
-
Nie mogę iść na policję, bo… – niemal wyszeptała Wanda –
bo nikt mi nie uwierzy… A gdyby nawet, to na pewno nie w to, że na
świecie może być ktoś tak głupi jak ja, żeby wciskać policji
historyjkę, która po prostu jest bez sensu…
-
A właściwie co się stało?
-
Jedynie dobra story mogłaby mnie uratować… Bo inaczej chyba
popełnię samobójstwo.
Nieprzygotowana
na taki rozwój sytuacji Pavla wytrzeszczyła oczy. Napiła się
whisky.
Wanda
łyknęła kawy, wyjęła z torebki papierosa, zapaliła, po czym
dopiero wtedy spytała:
-
Mogę?
Tymczasem
Pavla wyciągnęła skądś byle jaką popielniczkę i – mimo że
niepaląca – też zapaliła, tak była podekscytowana.
Wanda
zaciągnęła się łapczywie kilka razy. Wydmuchnąwszy dym nad
głową przyjaciółki, upewniła się znowu, że tamta będzie
milczeć, i wreszcie zaczęła swoją opowieść.
-
Dzisiaj… a właściwie wczoraj, nieważne, byłam w knajpie „Pod
Trzema Białymi Barankami”, pewnie ją znasz. Jakub obchodził
urodziny i zaprosił towarzystwo. Pomyślałam sobie, czemu nie?
Michał jest w Niemczech, na pewno nie będzie gnił w hotelu. A ja
co, mam siedzieć w domu sama? Rozumiesz?
-
Jasne, że rozumiem – rzekła Pavla, mimo że nie było czego.
Przynamniej na razie.
-
Przyszli sami znajomi… no, prawie sami… Jakub z Tamarą, Bettina
z Ondrą, Łukasz i… I jeszcze parę osób, których w zasadzie nie
znałam… – ciągnęła już niemal spokojnie Wanda, odgarniając
włosy z czoła. Włosy ciemne, wpadające w granat. W połączeniu z
zaczerwienionymi oczami była to kombinacja wręcz diabelska.
Zdusiwszy w roztargnieniu niedopalony papieros, wyłowiła następny
i kontynuowała:
-
Spoko, będę się streszczać. Gdzieś koło dziesiątej zjawił się
pewien gość, zauważyłam go, jak tylko wszedł. Piękny facet.
Wyglądał jak Leonardo di Caprio, tyle że trochę starszy. A ja,
jak jakaś małolata, od razu miałam na niego ochotę. W gardle mi
zaschło, serce zaczęło walić… Było to coś niesamowitego,
wiesz, w naszym wieku takie rzeczy już się nie przytrafiają.
Pavla
westchnęła na znak, że rozumie, i przez kilka sekund jej oczy
rozbłysły marzycielsko.
-
Siedzieliśmy, gadali, ale kompletnie nie wiem o czym, ponieważ bez
przerwy musiałam zerkać na tego faceta. Chyba miałam rozdziawioną
gębę, bo po jakimś czasie zauważyłam, że i on mi się
przygląda, a jego wzrok przestrzega mnie dyskretnie – uważaj na
resztę, wiemy o tym tylko my dwoje. Naraz staliśmy się czymś w
rodzaju pary spiskowców połączonych wspólną tajemnicą, o której
pozostali nie mają pojęcia.
Pavla
milczała. Ona również wzięła drugiego papierosa. Paląc,
dosłownie zawisła wzrokiem na ustach przyjaciółki.
-
Skończyliśmy koło drugiej w nocy. Już od dobrej godziny
główkowałam, jak by tu cichcem poderwać gościa. Trudna sprawa,
bo kocioł był tam straszny, wszyscy się darli, że trzeba by
gdzieś wpaść na mojito, pora jest wciąż młoda i takie tam
teksty, znasz to… Nalej mi jeszcze kapkę.
-
No i coś wymyśliła?
-
Powiedziałam, że chcę zadzwonić, a nie mam pola, więc muszę
wyjść. Po prostu się ulotniłam, tak jak kiedyś razem zwiewałyśmy
z budy. Jesteś – i nagle fiu! Stanęłam na chodniku, w ręce
komóra. Chwilę potem podszedł on, wezwał taryfę i…
-
Boże drogi! – westchnęła Pavla, wydmuchując jednocześnie dym,
co wyglądało tak, jakby wypuszczała duszę. – Boże drogi, to on
cię okradł? Związał i okradł? Obrobił wam chałupę! Co za
drań! Mówiłam ci, że musimy zadzwonić na policję… –
zdenerwowana sięgnęła po komórkę.
Wanda
szybko przykryła telefon dłonią.
-
Dobra, dzwoń, ale gdy skończę. A ja idę o zakład, że wtedy ci
się odechce! – powiedziała zaskakująco ostrym tonem.
Pavla
znieruchomiała, wlepiając wzrok w Wandę. Zaciekawiona, ale i
wylękniona. Sama
nie wiem, jak to się stało, tak czy owak znaleźliśmy się u nas.
No i stoję ci ja w holu, i pozwalam, żeby mnie rozbierał obcy
facet, zresztą sama też go rozbieram. Wariacko zdzieramy z siebie
ciuchy, a tu nagle, kiedy czuję, że jesteśmy już kompletnie
nadzy i przyklejeni siebie, on mnie odpycha i z jakąś taką smutną
miną pyta, czy by mi nie przeszkadzało, jeśli najpierw opowie coś
o sobie. Nie wiedziałam, co tu jest grane, w tym momencie nie
miałam najmniejszej ochoty na żadne pogaduchy, ale jemu, kiedy tam
stał nagi, taki cudowny i – błagam, tylko się nie śmiej –
wyglądał prawie jak BÓG, po prostu nie mogłam odmówić.
Pocałował mnie w ucho, zajrzał do pokoju i powiedział: Widzę,
że masz fortepian. Może byś coś zagrała? Bardzo proszę…
przeł. Jan Stachowski
Ciąg dalszy w najnowszej książcze z serii O kobietach... Czeskie Opowieści
©This
material is copyrighted. All rights reserved.
Wydawnictwo Good Books, 2009
|
 |